"Bez Unii nie ma życia !"… (archiwalny, 2.02 2016r.)
Gospodarka , Polityka / Maj 15, 2017

Nasze członkostwo w Unii Europejskiej, jak wiadomo, trwa już 11 lat z okładem. Próżno jednak szukać w oficjalnych źródłach pełnego i rzetelnego rachunku zysków i strat z naszej obecności i współpracy w tych strukturach w ciągu całego minionego okresu. A przecież monitorowanie i obiektywna ocena sensu tego procesu − jego wpływu na rozwój państwa oraz nakreślenie dalszych perspektyw – powinny być jednym z głównych zadań rządu, o ile ten poważnie i uczciwie traktuje/traktował swoją funkcję, a przede wszystkim zbiorowy wysiłek reprezentowanych obywateli. W 2014r. – w momencie najwłaściwszym na takie podsumowanie pierwszej dekady – zamiast tego przez kraj przetoczyły się okolicznościowe festyny, pikniki z pseudo-konferencjami i pseudo-sympozjami, odpowiednio oprawione propagandowo w mainstreamowych mediach. „Pseudo”, bo jak nazwać spotkania, podczas których informacje podawane są w sposób selektywny – przeważnie same korzyści − a prelegenci obrażają się za kłopotliwe pytania o pełne koszty, do których wyraźnie nie są przygotowani, albo czegoś się boją? „Naukowe”?.. Na stronach ministerstw – gospodarki (obecnie: rozwoju), finansów, spraw zagranicznych, można było znaleźć zaledwie ogólny rachunek przepływów pomiędzy Polską a UE (ostatnio publikacje w większości gdzieś poznikały). Pozostałe dane − niewiele poważniejsze od raczej zabawnych „argumentów”, które do chwili obecnej widnieją na www.uniaeuropejska.info.pl. Dobrze, że są jeszcze niezależne…

Dlaczego Niemcy rządzą Europą (…czyli czym wyżej – tym gorzej ) archiwalny, 5.10 2015
Polityka / Maj 15, 2017

Do tego tekstu – słowo daję – siadałem bez zamiaru kontynuowania wątku inwazji imigrantów na Europę. Wystarczy, że dominuje on we wszystkich popularniejszych serwisach od miesięcy. A jeśli Bruksela wcieli w życie swój scenariusz przyjęcia i „kwotowego” rozlokowania wszystkich przybywających z Bliskiego Wschodu „jak leci” w państwach członkowskich Unii – to zanosi się, że temat będzie jeszcze „gorący” przez kolejne nie tylko miesiące, ale nawet długie lata. Co więcej – medialnym manipulatorom, zajmującym się odwracaniem publicznej uwagi od spraw drażliwych dla władzy, a polokowanym przez swoich mocodawców po różnych stacjach i redakcjach – przybył w ten sposób nowy instrument mącenia w głowach. Obok odgrzewanych na zawołanie: aborcji, odmienności seksualnych czy pedofilii w Kościele – mają wreszcie coś świeższego, w sam raz do szufladki pod nazwą „Polak ksenofob” – „Bać się czy nie bać muzułmanów?” W n-rze 35. Tygodnika Ilustrowanego, obszernie i – jak sądzę – dość jasno przedstawiłem, że większość imigracyjnego napływu to wędrówka po zasiłki, a nie żadne „uchodźstwo”. Zresztą, jest bardzo proste i skuteczne narzędzie sprawdzenia, kto i po co w tej masie przybywa na nasz kontynent. Wystarczy, żeby władze Niemiec obniżyły u siebie świadczenia socjalne dla obcokrajowców do poziomu 150-200 euro. Założę się, że kolosalna większość arabskiej…

Na referendum iść nie warto… (archiwalny, sierpień 2015 )
Polityka / Maj 15, 2017

Pan Piotr Duda – przewodniczący NSZZ „Solidarność” – zapytany przez reporterów o opinię w sprawie wrześniowego referendum 2015’, raczył stwierdzić, że już samo umożliwienie obywatelom ustosunkowania się do postawionych w nim pytań, powinno być powodem do powszechnej radości. Ja akurat się nie cieszę. Dla mnie zazwyczaj powodem do radości jest pozytywne rozwiązanie jakiegoś problemu, a nie samo jego postawienie – niezależnie od tego, czy pytano mnie przy tym o zdanie, czy też nie. Referendum, zapowiedzianemu na 6. września, próbuje się nadać poważną rangę – jakby inaczej – wszak to referendum prezydenckie. A przecież tak naprawdę u swego zarania był to zwykły chwyt „pijarowski”, na prędce wymyślony przez sztabowców Bronisława Komorowskiego dla ratowania słabnącego poparcia kandydata przed II turą wyborów. Pomysł − jak wiadomo − zawiódł, więc powinien trafić do lamusa, ale niestety ustępujący prezydent, chcąc wzmocnić swoją wiarygodność, zdążył go zadekretować. Będzie to kosztowało budżet państwa (podatników) ok. 100 mln. złotych oraz wymusi zaangażowanie ok. 200 tysięcy członków komisji obwodowych. W Polsce od lat taką mamy politykę, że nie liczy się „efektywność”, ale „efektowność”. Sprawujący władzę − tak naprawdę jej nie sprawują, a jedynie „zasiadają”, cały czas prowadząc kampanię pod następne wybory – ta zaś opiera się na sprawianiu dobrego…

Żelazna Lady Kopacz? (archiwalny, styczeń 2015)
Polityka / Maj 15, 2017

Jak widać PR-owcy, opiekujący się panią Ewą Kopacz − choć usilnie − to jednak na próżno próbowali, dla poprawy jej wizerunku na stanowisku premiera, stworzyć analogię między nią a Lady Margaret Thatcher, sprawującą ów urząd w Wielkiej Brytanii w latach 1979−1990. Jednakże słynna brytyjska premier, przystępując do konfrontacji z górniczymi związkami zawodowymi w 1983r., odważnie zaryzykowała byt polityczny partii i osobistą karierę dla dobra gospodarki, którą chciała uwolnić od ciężaru utrzymywania 20. nierentownych kopalń. Jak wiadomo, jej trudny plan powiódł się, a za swoją determinację i konsekwencję zyskała na zawsze przydomek „Iron Lady” (Żelazna Dama). Nasza szefowa rządu w analogicznej sytuacji − przeciwnie – nad interes ekonomiczny kraju przedłożyła politykę, czy raczej „słupkologię” doraźnego poparcia, już po kilku dniach sporu wywieszając przed związkami „białą flagę”. Za pieniądze podatników kupiła na Śląsku przedwyborczy spokój. Wbrew propagandowym próbom zrobienia z klęski sukcesu – trzeba powiedzieć wprost – w podpisanym porozumieniu z 17 stycznia br. nie osiągnięto niczego. Nikt nie osiągnął niczego! Cieszący się dziś górnicy z KWK Brzeszcze, Sośnica-Makoszowy, Piekary, Pokój − bo wymusili ograniczenie redukcji zatrudnienia − nadal przecież będą wegetować w zadłużających się kopalniach, podtrzymując na barkach synekury różnych partyjno-sitwiarskich spadochroniarzy, cieplutko lądujących w zarządach i radach nadzorczych holdingu. Aż…

Kto nie ma w głowie, ten ma w nogach… (archiwalny, 16.11 2013r. – sobota)
Polityka / Maj 9, 2017

Jest takie powiedzenie – „Kto nie ma w głowie, ten ma w nogach…” Właśnie, kiedy piszę te słowa, wędruje przez Warszawę parada bezmyślności… Marsz ekologów podążający pod dwoma następującymi hasłami: 1) o polepszenie klimatu (na co w rzeczywistości większego wpływu i tak nie mamy, wbrew całej propagandzie „globalnego ocipienia”…, pod którego pozorem publiczne pieniądze wyciąga masa różnych cwaniaków na całym świecie) oraz 2) maszerują o tzw. „sprawiedliwość społeczną” (jak wiadomo: sprawiedliwość jest jedna – po prostu „sprawiedliwość”, tzn. albo jest, albo jej nie ma – zaś „sprawiedliwość społeczna” to mniej więcej tak, jak Anna Grodzka na tle mężczyzn i kobiet..). Widać niektórzy muszą się zdrowo nachodzić nim trochę pomyślą… Jedyne zbiorowe marsze w nadziei na coś, jakie uznaję – to: pielgrzymki, procesje, spacer w niedzielę do kościola z rodziną. No i pojutrze rano zaprowadzam swoją córcię do szkoły (też w nadziei na lepszą przyszłość jej i swoją). Ale to akurat ma sens… 😉 http://www.wprost.pl/ar/425357/Marsz-ekologow-w-Warszawie-Ida-dla-Klimatu-i-Sprawiedliwosci/ Tomasz J. Ulatowski, 16.11 2013r. Na przykład Bogdan Pęk o „globalnym ociepleniu”…

Żelazna Premier Jej Królewskiej Mości… (archiwalny, 14.04 2013r.)
Polityka / Maj 9, 2017

8 kwietnia br., jak wiadomo, zakończyła życie Margaret Thatcher – jedyna w historii Wielkiej Brytanii kobieta, której powierzono urząd premiera tego kraju (1979) i która skutecznie sprawowała go przez 11 lat – szefowa Partii Konserwatywno-Unionistycznej, trzykrotnie prowadząca ją do wyborczego zwycięstwa. Znana z konsekwentnej postawy, dzięki której zyskała przydomek Żelaznej Damy. Uosabiała nurt polityczny współcześnie określany „thatcheryzmem” – liberalizm ekonomiczny połączony z monetaryzmem, dążeniem do prywatyzacji wielu gałęzi przemysłu, niechęcią do pogłębiania integracji europejskiej i centralizacji państwa. Wymieniając zasługi ŚP. Margaret Thatcher, nie należy jednak z drugiej strony zapominać, że jako parlamentarzystka w latach sześćdziesiątych była zaangażowana w dekryminalizację kontaktów homoseksualnych, a zwłaszcza, że opowiedziała się za legalizacją aborcji (…dlatego przy całym szacunku – tu zmuszony jestem postawić poważny minus na jej karcie!). Poniżej zamieszczam fragmenty jej wystąpień i zarazem gorąco zachęcam do ich wnikliwej analizy. Szczególnie godne polecenia wszystkim sprawującym funkcje publiczne. Tomasz J.Ulatowski, 14 kwietnia 2013r. Nie chcemy takiego społeczeństwa, w którym państwo odpowiada za wszystko, a nikt nie odpowiada za państwo (Margaret Thatcher)

EUROPUŁAPKA (archiwalny, 29.01 2012)
Polityka / Maj 9, 2017

Już niebawem piłkarskie emocje mistrzostw Euro-2012, ale póki co – nadal możemy śledzić inne euro-igrzyska – te dotyczące wspólnej waluty UE. Przy okazji toczonych w Polsce dyskusji – pod hasłem „przyjąć, czy nie przyjąć” – warto przypomnieć, że tak naprawdę wprowadzenie euro miało (i ma nadal!) służyć głównie ideologicznym i politycznym interesom francuskich socjalistów, zaś zaledwie przy okazji – celom gospodarczym Europy. Europa w zaprzęgu socjalistów… W Unii Europejskiej toczy się nie tylko rywalizacja poszczególnych jej regionów i państw członkowskich o środki i wpływy, ale przede wszystkim od samego początku ścierają się w niej dwie opcje ideowo-polityczne; klasyczno-liberalna z socjalistyczną. Zarówno Robert Shuman, jak też pozostali uważani za „ojców” idei Wspólnot Europejskich – Alcide de Gasperi i Konrad Adenauer – w istocie nie planowali tworzenia wspólnego europejskiego mega-państwa – z parlamentem, z rozbudowaną machiną biurokratyczną, wspólną walutą, czy też unią fiskalną, opartą na wysokich podatkach. Wszyscy trzej byli katolikami i chrześcijańskimi demokratami o klasyczno-liberalnych zapatrywaniach na gospodarkę. W ich dążeniach „wspólna Europa” miała być obszarem ożywionej wymiany bez barier – państwa przystępujące do porozumienia, zachowując pełnię suwerenności, miały jedynie otworzyć swoje granice i zapewnić swobodny dwustronny przepływ towarów, usług, kapitałów (bez barier celnych i innych utrudnień) oraz nieskrępowane przemieszczanie się…

Służby w prokuraturze… (18.01 2012)
Polityka / Maj 8, 2017

Ponownie oddaję miejsce na blogu swojemu Koledze – dr-owi Tadeuszowi Witkowskiemu, by opublikować jeden z jego najnowszych artykułów. Tekst wprawdzie ukazał się na łamach „Naszego Dziennika” w dziale „Myśl jest bronią” (10.01 2012r.), lecz w wersji nieco okrojonej. Poniższa publikacja, zgodnie z moimi staraniami – jest wersją zgodną z oryginałem. Przypominam – Autor jest publicystą specjalizującym się w literaturze oraz w najnowszej historii Polski, badaczem akt przechowywanych w archiwach IPN, byłym pracownikiem Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. Wojskowych Służb Informacyjnych. (od T. Witkowskiego: Szanowni, w Polsce znowu kotłowanina. Sensacja goni sensację. Prawo przestaje być prawem. Nie sposób się odnaleźć we wszystkim, stąd skupiam się tylko na ostatniej kwestii. W związku z niedawnym zaktywizowaniem się niedobitków komunistycznych służb wojskowych i pogróżkami pod adresem A.M. i Komisji Weryfikacyjnej, próbuję w sposób przystępny wyjaśnić w czym rzecz: czym było WSI, czym zajmowała się Komisja i kto dziś faktycznie łamie prawo oraz niszczy polską demokrację.) SŁUŻBY W PROKURATURZE Nie wszystko, co wydaje się proste, można zamknąć w jednej, niebudzącej kontrowersji formule. Gdy 24 maja 2006 roku w Sejmie RP uchwalano ustawę o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego, nic nie zapowiadało późniejszych konfliktów związanych ze sprawą likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych….

Pewien pouczający materiał… (19-10-2011)
Polityka / Maj 8, 2017

Zamieszczam poniżej linki do dwóch części nader ciekawego i pouczającego materiału filmowego, traktującego o sposobach poszerzania wpływów przez pewne mocarstwo oraz o jego taktyce postępowania wobec „niepokornych” partnerów polityki międzynarodowej. Każdy naturalnie ma prawo do indywidualnej oceny wartości tego materiału, poznać i brać jednak pod uwagę nie zaszkodzi ;)… (Po obejrzeniu zachęcam do podzielenia się tutaj uwagami) CZĘŚĆ I CZĘŚĆ II

Ordynacje i kryzysy" – po latach… (archiwalny, 02-10-2011)
Polityka / Maj 8, 2017

Coraz częściej zderzamy się z prawdą, że w Polsce mamy do czynienia z permanentnym kryzysem politycznym dotykającym elit władzy. Brak kompetencji, brak efektywności, brak wiarygodności. Jego przyczyn należy upatrywać m.in. w złym sposobie wyłaniania reprezentantów społeczeństwa – negatywna selekcja, wady instytucjonalne… Niedawno, podczas przeglądania starych szpargałów, natknąłem się na swoją relację sprzed lat, opublikowaną w tygodniku Najwyższy Czas! (Nr 12/2000 tyt. „Ordynacje i kryzysy”), a dotyczącą debaty w siedzibie Centrum im. Adama Smitha w Warszawie, poświęconej właśnie powyższemu problemowi, a ściślej konfrontacji poglądów na ordynację – „Proporcjonalna, czy większościowa?” Mimo, że wspomniana publikacja ma już długą, siwą brodę – upłynęło przecież ponad dziesięć lat – jest jednak na swój sposób wciąż aktualna. Spróbujmy porównać, które z poruszonych wówczas kwestii znalazły odpowiednie miejsce w codzienności, zostały zrealizowane? Co się zmieniło?… Sądzę, że zarówno zwolennicy ordynacji proporcjonalnej jak i większościowej, wraz z tymi którzy walczą w sprawie JOW (jednomandatowych okręgów wyborczych) – dzięki ponownej lekturze tamtej relacji z pewnością zyskają dodatkowe światło w sprawie. Zatem zapraszam; (…) W czwartek 17 lutego 2000r. w Warszawie, w siedzibie Centrum im. Adama Smitha, odbyło się seminarium nt. „Ordynacje wyborcze – proporcjonalna, czy większościowa – a reforma systemu państwowego”. Spotkanie rozpoczęto wystąpieniem zwolennika ordynacji proporcjonalnej dr….