Był sobie Burmistrz…
Społeczeństwo , Uncategorized / Wrzesień 17, 2017

Generalnie model funkcjonowania państwa i społeczeństwa w większości krajów wygląda następująco; władza ściąga znaczną część środków od społeczeństwa w postaci różnie nazwanych danin, a następnie decyduje na co je przeznaczy. Bo podobno to władza wie najlepiej, co obywatelom jest potrzebne i przez swoich funkcjonariuszy wytycza jedynie słuszne kierunki rozwoju. W związku z tym większość prawa jest tworzona „na górze”, a następnie podawana do wykonania „dołom”. Taki system jest uważany za… normalny. Jedynie nieliczne kraje postanowiły być „nienormalne” i ów model odwrócić – umożliwiając realne bezpośrednie wpływanie na większość prawa zwykłym ludziom z gmin oraz regionów i pozostawiając środki przede wszystkim w rękach tych, którzy je wypracowali – w myśl zasady, że to ludzie „na dole” sami wiedzą, co jest najpotrzebniejsze im i obok nich. W Polsce wciąż mamy model pierwszy. Ustawa samorządowa z 1990 roku i jej modyfikacja z 1998 r. jedynie podzieliły centralizm zarządzania na odcinki i zaledwie upozorowały samorządność w ramach tzw. demokracji pośredniej. Owszem lud wybiera swoich reprezentantów na wszystkie szczeble, ale zgodnie z prawem fizyki społecznej – prędzej czy później (raczej prędzej!) wybrany zapomina o swoich wyborcach. Demokracja pozostaje sloganem. Nie ważne – sejmik czy powiat – co do zasady wciąż „góra wie lepiej niż dół”….