Pułapka płacy minimalnej z „burzą” w tle… (archiwalny, marzec 2015)
Gospodarka / Maj 15, 2017

Tym razem o tym, jak to przez niektórych „wolnościowców” zostałem niedawno utytułowany niewybrednym mianem „k**wy pejsatej”. Artykuł, który poniżej prezentuję został napisany przeze mnie dla jednego z lokalnych tygodników północnego Mazowsza (Tygodnika Ilustrowanego). Ponieważ publikacja nie była obwarowana przez tygodnik jakimiś prawami wyłączności, podkusiło mnie (sam nie wiem co…), żeby równocześnie z oddaniem do druku, umieścić go także na jednym z portali internetowych, szumnie określającym się jako portal „wolnościowców” i „prawicowców”. Ot, taki mały eksperyment. Ku mojemu zdziwieniu tekst wywołał wśród surfujących tam „wolnościowców” istną burzę. Wśród komentarzy posypały się niestety także liczne inwektywy – zostałem m.in. zaliczony do grona… „pejsów światowych”, a jeden z komentatorów nawet mianował mnie wprost „k***ą pejsatą”. Za „k***ę” może jednak tymczasem podziękuję, ale „pejsy” z chęcią zatrzymam, bo wystarczy spojrzeć na mój awatar, że u mnie każdy włos na wagę złota, a tu przecież od razu całe pukle do skroni dają i to jakie długie… Komentatorzy, jak wiadomo różne mają oceny i emocje, chociaż u tych „wolnościowych” sporo mnie zaskoczyło. Najbardziej jednak zaskoczył mnie sam administrator „wolnościowego” portalu, który po kilkunastu godzinach, pod osłoną nocy – nie dość, że zablokował ów artykuł, ale wręcz usunął go z mojego konta. Przywrócił dopiero następnego dnia przed…

Jak władza wykańcza rynek wyrobów tytoniowych?… (archiwalny, 13.11 2013r.)
Gospodarka / Maj 15, 2017

Produkcja wyrobów tytoniowych od dawna stanowiła ważną część naszej gospodarki. Początki uprawy tytoniu, sprowadzonego do Polski prawdopodobnie z Turcji, przypadają na wiek XVII. Ponoć już za Jana III Sobieskiego Rzeczpospolita zyskała pozycję liczącego się eksportera suszu tytoniowego na Europę. Na skalę przemysłową tytoń zaczęto uprawiać w XIX w., ale jego znaczenie ekonomiczne najbardziej urosło w wieku XX., czego jednym z przejawów było powołanie w 1922r. Polskiego Monopolu Tytoniowego. Po II. wojnie światowej utraciliśmy znaczną część terenów dogodnych dla utrzymywania plantacji – w nowych granicach uprawy kontynuowano w województwach południowych oraz częściowo w północno-wschodnich. Największy areał tytoniu w naszej powojennej historii odnotowano w 1976r. (59,5 tys. ha), zaś najwyższe zbiory – 125,2 tys. ton, w 1986r. W latach 1970-89 powierzchnia uprawy wynosiła średnio 49 tys. ha, a średnia produkcja 89 tys. ton. Potem rozpoczęła się długodystansowa tendencja spadkowa obydwu parametrów, aż do 2002r. z ich rekordowo niskim poziomem – 10,0 tys. ha powierzchni, dającej zbiór ogółem 20,7 tys. ton. Główne przyczyny tego procesu to przede wszystkim – wymagania jakościowe co do surowca ze strony, nastawionych proeksportowo, zachodnich koncernów, które w latach 90-tych wchodziły w posiadanie prywatyzowanych państwowych zakładów tytoniowych – a także okres przygotowawczy do akcesji z Unią Europejską oraz ustalenie…

Dlaczego warto walczyć o standard złota?… (archiwalny, 1.12 2012r.)
Gospodarka / Maj 9, 2017

Jest „oczywistą oczywistością”, że za wykonaną pracę oczekujemy zadowalającej zapłaty. Wynagrodzenie najprościej kojarzy się z jakąś kwotą pieniędzy. Cóż jednak po banknotach i monetach, z którymi z jakichś powodów niewiele dałoby się zrobić?… – Pieniądze szczęścia nie dają. Dopiero zakupy – mawiała Marilyn Monroe, o której ostatnio znów było u nas głośno. przy okazji licytacji jej fotografii z zasobów FOZZ-u. Tak więc – jak nawet ona słusznie zauważyła – wynagrodzeniem za pracę nie jest w istocie sam pieniądz, lecz możliwość posiadania w zamian określonej ilości potrzebnych towarów i usług. Ale „określonej” – to znaczy jakiej ? Ano pewnie takiej, która da wieść życie na w miarę przyzwoitym poziomie… Chciałoby się wręcz użyć w tym momencie sformułowania „płaca godziwa”. Mainstream’owi ekonomiści i „związkowcy zawodowi” zdefiniowaliby ją niechybnie jako „umożliwiającą osiągnięcie stopy życiowej, uznawanej za przeciętną dla danego kraju lub regionu”. Dla mnie jednak „płaca godziwa” – to po prostu płaca, za którą ktoś dobrowolnie… „godzi się” pracować. I tyle. Ważniejsza od bezwzględnej wysokości gratyfikacji, jest rzecz jasna, jej relacja do efektu pracy. A ściślej – czy kierunek ewentualnych zmian tej relacji jest zgodny z oczekiwaniami pracującego. Naturalne poczucie sprawiedliwości słusznie podpowiada, że za taką samą miarę wykonywanej w kolejnych okresach pracy,…

GEST ZA 8 MILIARDÓW DOLARÓW… (archiwalny, 29.04 2012)
Gospodarka / Maj 9, 2017

W poprzednim tygodniu nasze media rozszumiały się na temat 8-iu miliardów dolarów, jakie Polska, tytułem członkowskiego wsparcia, wpłaci niebawem do kasy Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Krystyna Lagarde – obecna szefowa tej instytucji – publicznie podziękowała władzom naszego kraju za – jak to ujęła… „wyjątkową hojność”, dodając przy tym „cieplarnianą pic-formułkę” (tak zwykłem określać pewne elementy tego typu wystąpień…), iż „takie podejście rządu polskiego pokazuje chęć wspólnego działania na rzecz wzmocnienia światowej gospodarki”. Jeżeli ktoś, kupując za dobrą monetę ową pic-formułkę, chciałby się jednak dowiedzieć jak konkretnie zostaną wykorzystane nasze dolary i jak wygląda „wzmacnianie światowej gospodarki” w wydaniu MFW – powinien prześledzić nie tyle historię tej instytucji, ale chociaż pobieżnie mechanizm jej działania, a przede wszystkim jej dorobek, zwłaszcza w odniesieniu do rachunku kosztu. Otóż – w 1944r. na mocy tzw. „porozumienia z Bretton Woods” zostały powołane do życia dwie instytucje, działające potem jako agencje ONZ – Bank Światowy i wspomniany tutaj Międzynarodowy Fundusz Walutowy. W założeniu Bank Światowy miał wspomagać odbudowę państw najbardziej zniszczonych przez II wojnę, zaś MFW – powierzono rolę strażnika wymienialności walut na złoto. W tym czasie bowiem w wymianie międzynarodowej obowiązywał tzw. parytet złota i – najkrócej mówiąc – MFW miał, skupując lub sprzedając waluty w…

Co z tym paliwem?… ( archiwalny, 25-10-2011 )
Gospodarka / Maj 8, 2017

Podczas jednej ze swoich konferencji prasowych w sierpniu br., Donald Tusk – znajdując się pod presją żądań obniżki akcyzy na benzynę i olej napędowy – oświadczył, że posunięcie to i tak nie wywołałoby spadku cen paliw, a jedynie zwiększyłoby zyski właścicieli stacji. Premier dalej nie uzasadnił swojej opinii, a przynajmniej wyjaśnienie takie nie zostało opublikowane w mediach. W głowach obywateli, niespecjalnie zorientowanych w zawiłościach paliwowego rynku, mógł zatem zrodzić się wniosek, że oto lider Platformy – niegdyś zagorzały liberał – zostawszy szefem rządu, miał wreszcie okazję przekonać się o utopijności głoszonych wcześniej haseł. Pewnie rola jednego z najwyższych urzędników państwa już go tam wyleczyła z poglądu, że umiarkowane podatki stymulują wzrost gospodarczy, stąd zapewne jeszcze inne jego obecne wypowiedzi – „Żaden rząd w takim trudnym czasie nie będzie obniżał akcyzy”, albo „Polski nie stać na takie prezenty…” Oczywiście wszędzie w całym cywilizowanym świecie, obniżanie podatków było, jest i będzie głównym warunkiem rozwoju gospodarczego – nie zaś „kosztownym prezentem” (Tam bowiem powszechnie wiadomo, że podatki obniża się, aby móc stać się państwem bogatym, a nie odkłada dopiero aż się nim zostanie, bo w ten sposób bogatym nie będzie się nigdy!). Jednak z wypowiedzią premiera, dotyczącą wpływu akcyzy na cenę paliwa w…

Co z tym cukrem?… (archiwalny, 02-10-2011)
Gospodarka / Maj 8, 2017

Znaczny wzrost cen cukru od początku bieżącego (2011) roku oraz pojawiające się niedobory, a nawet spontaniczne próby reglamentacji tego towaru w sklepach, wywołując u wielu konsumentów negatywne emocje, popchnęły niejednego „Kowalskiego” do wniosku o słabości wolnego rynku i potrzebie jego odgórnego „uporządkowania”. Owa naiwna wiara – o czym niejednokrotnie można się przekonać – w zbawczą moc urzędowej kontroli nad gospodarką, jest u nas mentalnie mocno zakorzenionym reliktem poprzedniego ustroju, przekazywanym nawet mimo woli kolejnemu pokoleniu. Co jest przyczyną „cukrowego zamętu”, czy wolny rynek w tym przypadku rzeczywiście zawiódł? Nic bardziej mylącego. Wolny rynek nie mógł zawieść, ponieważ obrót cukrem jest z niego w ogóle wyłączony i podlega urzędowej regulacji, której to słabości po raz kolejny właśnie doświadczamy. Gdyby wolny rynek mógł tutaj działać i to w swojej „czystej postaci”, mielibyśmy przede wszystkim swobodną konkurencję wśród dostawców, stabilizującą ceny lub wręcz powodującą ich postępujący spadek. Sporadyczne załamania podaży (o ile by do nich dochodziło…), wywołane wtedy jedynie przyczynami obiektywnymi, a co za tym idzie – doraźne niedobory na rynku i zwyżki cen – stanowiłyby natychmiast zachętę do ekspansji dla nowych dostawców, skutkującej rychłym wypełnieniem powstałych luk. Urzędnicza ingerencja w takich przypadkach – nie dość, że całkowicie zbyteczna – jest najczęściej mylna…