Pod znakiem Hipokrytesa… (archiwalny, 21.07 2012)
Społeczeństwo / Maj 9, 2017

W poprzednim felietonie (Zabawy kalkulatorem (1) – Chore składki zdrowotne…) pisałem o kuriozach finansowania publicznej opieki zdrowotnej w Polsce. W odpowiedzi pojawiło się sporo różnych głosów, ale jeden znamienny – mój lekarz rodzinny grozi podobno sądem, bo wziął bardzo do siebie określenie „urzędnik w białym kitlu” i poczuł się urażony ( „a przecież on jest lekarzem i… tak się stara wywiązywać z przysięgi Hipokratesa…”) Trudno – niech będzie proces, skoro już być musi ! Na sprawę zaproszę przedstawicieli mediów i przy okazji roztrząsania, czy pan doktor miał podstawy śmiertelnie się obrazić, odbędzie się też publiczna debata nad sensem całego systemu. „Pierwsza taka sprawa ! I to w mojej gromadzie !…” – jak z szerokim uśmiechem powiedziałby sołtys z „Samych swoich” (tyle, że nie o „kota” tu idzie…) Jeśli trzeba mogę jednak przeprosić, ale bynajmniej nie za „urzędnika”. Przeprosić mogę za napisanie, iż z mojej składki „pan doktor na początku każdego roku z góry otrzymuje wcale niemały połeć ”. No to… przepraszam, bo rzeczywiście – wcale nie jest to taki „niemały połeć”, ale jednak całkiem „mały”. A nawet nie „połeć ”, a „połetek” czy wręcz… „plasterek”, albo „plastrunio”. Dokładnie wygląda to tak, że lekarze podstawowej opieki zdrowotnej (rodzinni) w ramach zawieranej…

Zabawy kalkulatorem – (1) Chore składki zdrowotne… (archiwalny, czerwiec 2012)
Społeczeństwo / Maj 9, 2017

(„Redystrybucja dochodów jest zwykłym złodziejstwem i nie można jej pogodzić z żadną moralnością” – powiedział Leonard Liggio – Prezes Mont Pelerin Society) Ponieważ ostatnio moje zdrowie zazdrośnie zaczęło przypominać mi o swoich prawach, postanowiłem odwiedzić lekarza rodzinnego i chociaż ogólnie się przebadać. Wizyta jak najbardziej wskazana, choćby ze względów towarzyskich, bo widujemy się średnio raz na dwa lata i tylko przez chwilę – tyle, co na wypisanie L-4 w związku z przeziębieniem. Składkę zdrowotną płacę niewąską. Pan doktor, przy podpisywaniu kontraktu z NFZ-tem, na początku każdego roku z góry otrzymuje z niej też wcale niemały połeć. Pomyślałem zatem, że czas ją chociaż marginalnie wykorzystać. Wystarczy zerknąć w PIT-a… Polak zarabiający do ręki 2500 zł, płaci co miesiąc za pośrednictwem ZUS-u na publiczne lecznictwo 271,23 zł tzw. składki zdrowotnej (3254,72 zł rocznie!). Ci, którzy poza etatem dla dorobienia dłubią dodatkowo jakąś działalność gospodarczą, płacą jeszcze jedną składkę zdrowotną – 254,55zł (minimum miesięczne narzucone przez ministerstwo finansów). Tak na marginesie – że ci ostatni płacą podwójnie, jest już w ogóle totalnym absurdem (Czy w razie potrzeby będą mieli do dyspozycji dwa łóżka szpitalne na raz, dwóch lekarzy i po dwie pielęgniarki?…) – więc może czas, by ktoś się wreszcie tym zajął?.. Mój…

CYRK ŚMIERTELNIE POWAŻNYCH KLAUNÓW (Europa „broni” rodziny…) archiwalny, 3.05 2012
Społeczeństwo / Maj 9, 2017

Współczesna Europa – to coraz mniej moja Europa. I – wbrew pozorom – nie jest to także Wasza Europa. Coraz bardziej wynaturzona i coraz szybciej staczająca się w jakąś mroczną otchłań. Nie są to już lata, czy nawet miesiące, ale tygodnie, godziny, a może zaledwie minuty… Współczesna Europa nie jest Europą racjonalizmu, wolności, rodziny, czy tradycji… To Europa relatywizmu, aborcji, dewiacji i bezwstydnej głupoty – które beztrosko każe nazywać normą. W ubiegłym tygodniu zamieściłem na tym blogu wpis o eutanazji noworodków „Dziecko wrogiem Europy” . Ledwie odszedłem od klawiatury, a już otrzymuję przygnębiającego maila, którego autor dzieli się ze mną swoim niepokojem. Oto teraz Komisja Europejska debatuje bowiem nad kolejnym problemem nieznanym w żadnym innym ustroju poza eurosocjalizmem. Poszło oczywiście jak zwykle o równouprawnienie, a konkretnie o równouprawnienie dla rodziców. Wyszło wszak na jaw, że na lotniskach, w restauracjach i w hotelach zapanowała swoista dyskryminacja: osoby z dziećmi przeszkadzają osobom bezdzietnym. Powstał więc w jednym kraju nawet projekt ustawy zezwalającej na zakazywanie wstępu dzieciom (a tym samym rodzicom z dziećmi) do określonych stref. I zaraz pytanie, czy nie jest to dyskryminacja, skoro single wchodzić mogą wszędzie, a pary z dziećmi – nie. Będzie więc nad sprawą obradowała jakaś podkomisja w…

Chyba przestaję rozumieć… (archiwalny, 9-12-2011)
Społeczeństwo / Maj 8, 2017

Może to już wiek robi swoje, a może późna jesień tak na mnie wpływa, że się w tym wszystkim zaczynam gubić. Albo niepotrzebnie mam pretensję do siebie – może to jednak inni trochę się pogubili, bo przecież świat wokół nas – niczym liście na wietrze – strasznie ostatnio zawirował. W konserwatywno-liberalnym tygodniku „Najwyższy Czas!” nr 47 z 19 listopada br, konserwatywno-liberalny redaktor naczelny Tomasz Sommer – pisząc o Marszu Niepodleglości w Warszawie z 11 listopada br. („Powrót do niepodległości”) – użala się (tak to odbieram), że… demokracji w Polsce jest za mało (?!). Cytuję; Marsz Niepodległości wskazał przy okazji, że prawdziwa opozycja w Polsce jest poza parlamentem, że narasta deficyt demokracji, który może się skończyć siłowym przewrotem, jeśli zasady demokracji – polegające przecież głównie na tym, że wszystkie siły polityczne mają reprezentację w gremiach decyzyjnych – nie będą respektowane. Trochę dziwna to wypowiedź jak na naczelnego w tygodniku, którego założycielem bądź co bądź był, a sztandarowym publicystą wciąż jeszcze jest – Janusz Korwin-Mikke, zawsze z dystansem, czy też z niejakim obrzydzeniem odnoszący się do samego słowa „demokracja”, pisząc je nawet w specyficzny sposób z gwiazdkową cenzurą (d******cja). Ów stosunek pana Janusza osobiście podzielam, bo czymże w końcu jest demokracja? Etymologicznie…

O czymś bardzo istotnym… (04-10-2011)
Społeczeństwo / Maj 8, 2017

Tym razem postanowiłem użyczyć miejsca na swoim blogu innemu autorowi – panu Tadeuszowi Witkowskiemu, który nadesłal mi zamieszczony niżej artykuł. Są w życiu różne cele, dla których wchodzimy w przeróżne akcje i interakcje. Trzeba jednak pamiętać, że często do niegodnej roli środków sprowadzamy przy tym rzeczy godniejsze lepszej sprawy… Tomasz Ulatowski SIŁA IMPONDERABILIÓW… Tadeusz Witkowski Honor „kondotiera” Wieść o nowym tygodniku, który w niezwykle dramatycznych okolicznościach pojawił się na polskim rynku sprawiła, że sięgnąłem po pierwszy tom „Ogniem i mieczem“ i przeczytałem raz jeszcze końcowe fragmenty rozdziału czternastego. Mówią one o zdradzie pułkownika kozaków rejestrowych Stanisława Krzeczowskiego i o losie regimentu niemieckich żołnierzy zaciężnych pozostających w polskiej służbie. Ich dowódca zostaje zabity przez zdrajcę, a zastępujący go podpułkownik Johan Werner dostaje propozycje przejścia na stronę kozacką. Ku zdumieniu Krzeczowskiego Niemiec ów zgadza się przejść na nową służbę, ale pod warunkiem, że nastąpi to wówczas, gdy skończy się okres służby dla Rzeczypospolitej. Musi więc dojść do bitwy z przeważającymi siłami przeciwnika i do zagłady całego pułku. Cena wierności zasadom etyki zawodowej okazała się w przypadku tego weterana wojny trzydziestoletniej niezwykle wysoka, a mimo to nie zawahał się przy nich wytrwać. Skąd to skojarzenie? Stąd, że w czasach informacyjnego terroru każdy człowiek…