GEST ZA 8 MILIARDÓW DOLARÓW… (archiwalny, 29.04 2012)
Gospodarka / Maj 9, 2017

W poprzednim tygodniu nasze media rozszumiały się na temat 8-iu miliardów dolarów, jakie Polska, tytułem członkowskiego wsparcia, wpłaci niebawem do kasy Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Krystyna Lagarde – obecna szefowa tej instytucji – publicznie podziękowała władzom naszego kraju za – jak to ujęła… „wyjątkową hojność”, dodając przy tym „cieplarnianą pic-formułkę” (tak zwykłem określać pewne elementy tego typu wystąpień…), iż „takie podejście rządu polskiego pokazuje chęć wspólnego działania na rzecz wzmocnienia światowej gospodarki”. Jeżeli ktoś, kupując za dobrą monetę ową pic-formułkę, chciałby się jednak dowiedzieć jak konkretnie zostaną wykorzystane nasze dolary i jak wygląda „wzmacnianie światowej gospodarki” w wydaniu MFW – powinien prześledzić nie tyle historię tej instytucji, ale chociaż pobieżnie mechanizm jej działania, a przede wszystkim jej dorobek, zwłaszcza w odniesieniu do rachunku kosztu. Otóż – w 1944r. na mocy tzw. „porozumienia z Bretton Woods” zostały powołane do życia dwie instytucje, działające potem jako agencje ONZ – Bank Światowy i wspomniany tutaj Międzynarodowy Fundusz Walutowy. W założeniu Bank Światowy miał wspomagać odbudowę państw najbardziej zniszczonych przez II wojnę, zaś MFW – powierzono rolę strażnika wymienialności walut na złoto. W tym czasie bowiem w wymianie międzynarodowej obowiązywał tzw. parytet złota i – najkrócej mówiąc – MFW miał, skupując lub sprzedając waluty w…

Co z tym paliwem?… ( archiwalny, 25-10-2011 )
Gospodarka / Maj 8, 2017

Podczas jednej ze swoich konferencji prasowych w sierpniu br., Donald Tusk – znajdując się pod presją żądań obniżki akcyzy na benzynę i olej napędowy – oświadczył, że posunięcie to i tak nie wywołałoby spadku cen paliw, a jedynie zwiększyłoby zyski właścicieli stacji. Premier dalej nie uzasadnił swojej opinii, a przynajmniej wyjaśnienie takie nie zostało opublikowane w mediach. W głowach obywateli, niespecjalnie zorientowanych w zawiłościach paliwowego rynku, mógł zatem zrodzić się wniosek, że oto lider Platformy – niegdyś zagorzały liberał – zostawszy szefem rządu, miał wreszcie okazję przekonać się o utopijności głoszonych wcześniej haseł. Pewnie rola jednego z najwyższych urzędników państwa już go tam wyleczyła z poglądu, że umiarkowane podatki stymulują wzrost gospodarczy, stąd zapewne jeszcze inne jego obecne wypowiedzi – „Żaden rząd w takim trudnym czasie nie będzie obniżał akcyzy”, albo „Polski nie stać na takie prezenty…” Oczywiście wszędzie w całym cywilizowanym świecie, obniżanie podatków było, jest i będzie głównym warunkiem rozwoju gospodarczego – nie zaś „kosztownym prezentem” (Tam bowiem powszechnie wiadomo, że podatki obniża się, aby móc stać się państwem bogatym, a nie odkłada dopiero aż się nim zostanie, bo w ten sposób bogatym nie będzie się nigdy!). Jednak z wypowiedzią premiera, dotyczącą wpływu akcyzy na cenę paliwa w…

Co z tym cukrem?… (archiwalny, 02-10-2011)
Gospodarka / Maj 8, 2017

Znaczny wzrost cen cukru od początku bieżącego (2011) roku oraz pojawiające się niedobory, a nawet spontaniczne próby reglamentacji tego towaru w sklepach, wywołując u wielu konsumentów negatywne emocje, popchnęły niejednego „Kowalskiego” do wniosku o słabości wolnego rynku i potrzebie jego odgórnego „uporządkowania”. Owa naiwna wiara – o czym niejednokrotnie można się przekonać – w zbawczą moc urzędowej kontroli nad gospodarką, jest u nas mentalnie mocno zakorzenionym reliktem poprzedniego ustroju, przekazywanym nawet mimo woli kolejnemu pokoleniu. Co jest przyczyną „cukrowego zamętu”, czy wolny rynek w tym przypadku rzeczywiście zawiódł? Nic bardziej mylącego. Wolny rynek nie mógł zawieść, ponieważ obrót cukrem jest z niego w ogóle wyłączony i podlega urzędowej regulacji, której to słabości po raz kolejny właśnie doświadczamy. Gdyby wolny rynek mógł tutaj działać i to w swojej „czystej postaci”, mielibyśmy przede wszystkim swobodną konkurencję wśród dostawców, stabilizującą ceny lub wręcz powodującą ich postępujący spadek. Sporadyczne załamania podaży (o ile by do nich dochodziło…), wywołane wtedy jedynie przyczynami obiektywnymi, a co za tym idzie – doraźne niedobory na rynku i zwyżki cen – stanowiłyby natychmiast zachętę do ekspansji dla nowych dostawców, skutkującej rychłym wypełnieniem powstałych luk. Urzędnicza ingerencja w takich przypadkach – nie dość, że całkowicie zbyteczna – jest najczęściej mylna…